Jak zapewne pamiętacie z poprzedniego bloga, w którym opisywałem wstępnie „procesy” światotwórcze, jakie zachodzą podczas pojedynczej sceny batalistycznej, wspominałem tam też o postaci Asiasi Helion.
Znacie to uczucie, gdy wpadacie coraz głębiej w tzw. rabbit hole (to określenie wywodzi się zapewne z „Alicji w Krainie Czarów”) i lecicie coraz niżej i niżej, dalej i dalej – i tak bez końca? Zapewne wielu z Was ma tak przy okazji jakichś ciekawych tematów historycznych czy teorii spiskowych, które robią się coraz ciekawsze, im mocniej zgłębiamy ich meandry. Niemniej ja mam na myśli coś innego. Mianowicie: WORLDBUILDING!
Dzisiaj krótki wpis, gdyż Papcio jest bardzo zajęty najrozmaitszymi projektami i lekkim, minimalistycznym czytaniem „Diuny” w celach inspiracji (i już sobie robię z niej notatki).
Naszła mnie ochota na taką szybką „rozkminę” polityczną, a dokładniej na temat tego, kto tak naprawdę nami rządzi, a bardziej – jak rządzi. Wszyscy powiedzą, że politycy! Prawda jest jednak trochę inna.
Wraca do nas w przebłyskach wspomnień, wywołanych impulsem – bodźcem z otoczenia albo snem. Śnimy obrazami i porównaniami, a w tych często szalonych, pozbawionych logiki projekcjach pojawiają się znajome miejsca, dźwięki, ludzie.
Od razu zaznaczam, że piszę na gorąco i szybko – jest już późno, a za mną siedem godzin pracy nad drugą częścią Inkwizycji i trochę na oczy nie widzę. Niemniej czuję potrzebę, by podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami.
Nie będę mówił o tym, czy to wybór zły, czy dobry. Będę mówił o nas jako o narodzie i o tym, jakie cechy tego narodu prezentowali dwaj finaliści tego konkursu.
Spisałem dla Was niektóre wynalazki/wydarzenia, które spowodowały bądź nadal powodują problemy religii jako całości. Teraz omówimy sobie druk oraz to co on nam dał.
Zapewne większość z Was (może nawet miażdżąca większość) choć raz w życiu zetknęła się z informacjami dotyczącymi ateizacji mieszkańców naszego kraju, a zwłaszcza młodzieży.
Epizod w sumie bardziej dla religijnych, lecz jeśli ktoś nie jest pełen nienawiści do wiar, to przeczytać też bez bólu (istnienia) może, a ja zapraszam. Wpierw dam jednak wstęp.
W tym wpisie chciałbym opowiedzieć, w jaki sposób kształtuję Strzaskany Wieloświat, z czego czerpię inspiracje oraz jak to wszystko implementuję. Zapraszam…
Często gęsto dostaje takie zapytanie. Dlaczego masz w książce ilustracje? Przecież to drogie! Przecież to podnosi koszty druku! Przecież to podnosi koszty składu! Przecież to podnosi czas tworzenia książki jako całości! Przecież to wymaga więcej pracy ze strony autora!
W dzisiejszym odcinku Misiaczki zaczniemy sobie stopniowo opisywać wszelkie różnice pomiędzy uniwersum Inkwizycji, które zapoczątkowało przygody naszego Inkwizytora i jego świty stających naprzeciw Nienarodzonym z Piekła, a pisanym przeze mnie (jeśli Bóg da po kres mojego życia) uniwersum Strzaskanego Wieloświatu.
Jak zapewne niektórzy z was wiedzą, a zwłaszcza ci co śledzili wcześniejsze filmiki, posty z moich mediów na Facebooku i Instagramie jestem osobą chorą przewlekle.