Deathwatch
Korzystając z tego, iż w poniedziałek (10.11.2025) w opowiadaniu z Inkwizytorem poczyniłem roboty jak za 4 dni w 1, postanowiłem to wykorzystać. Zabrałem się za malowanie modelu, którego części przygotowałem zawczasu. Czekały one w szafie kilka miesięcy, gdyż byłem skupiony najpierw na pracy przy uniwersum i czytaniu książek, a później z książek przerzuciłem się na mangi. Następnie było Wszystkich Świętych i czas wielkiej pracy. Teraz jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. Mamy pomalowany Model!!!
Jako zakon dla mojego nowego space marine’a wybrałem gotowy zakon od GW (twórcy gry – Games Workshop) zwący się Blazoned Legion. Głupio się ich nazwę tłumaczy na polski, gdyż to oznacza Herbowy Legion albo opcjonalnie Sławny Legion. Także ja pozostanę przy Blazoned Legion. Oczywiście, jak to GW ma w zwyczaju, poza kilka ugrupowaniami miażdżąca większość nie ma żadnego lore za nimi stojącego. W tym przypadku też tak jest. Zakon Fundacyjny – Nieznany. Fundacja – Nieznana. Mistrz Zakonu – Nieznany. Świat Macierzysty – Nieznany. Forteca Klasztorna – Nieznana. Kolory – Biały z czerwonym torsem i plecami + złota aquila. Specjalizacja – Nieznana. Siła – Nieznana. Zawołanie Bojowe – Nieznane. Cały ich lore brzmi „The Blazoned Legion are a Space Marine Chapter.” KONIEC xd. Zajebiście dużo tego lore, prawda? Dlatego też musiałem się nad tym pochylić i zastanowić. GW gówno robi, to od czego mam moją wyobraźnię i tworzenie mojego headcanonu, heh?
Dla mnie Blazoned Legion są zakonem, który ufundowały Imperialne Pięści w Forth Founding, jednakże wszystkie dane o tym zostały utracone w imperialnych kronikach. W konsekwencji Blazoned Legion nie znają swojego pochodzenia. Zajmują oni system Peregrinatio, a ich planetą macierzystą jest Benedictio. System ten znajduje się w Segmentum Solar. Prócz ich planety zakonnej znajduje się tutaj też planeta Manus Sanctae, która jest domem dla zakonu Sióstr Bitwy Rąk Świętych. Jest to liczny w kobiety-wojowniczki zakon, który ma silną prezencję w całym systemie. Świat Peregrinatio sam z siebie również podobnie jak Manus Sanctae jest światem-świątynnym z wielką prezencją Eklezjarchii, czyli kościoła imperialnego, czyli Adeptus Ministorum. Do całego systemu ciągną miliony pielgrzymów, by móc modlić się w mega katedrach do szczątków i relikwii najróżniejszych świętych, w tym Maximusa Forte, który w zamierzchłych mileniach był Żyjącym Świętym, który zginął męczeńską śmiercią, zabijając potężnego księcia demonów. Blazoned Legion w moim lore są jednym z nielicznych zakonów, które wierzą w Imperatora jak w Boga-Imperatora i w konsekwencji wyznają imperialny-kult. Co mnie skusiło do tej decyzji? Ich emblemat. Odwrócony fleur-de-lis. Symbol ten postawiony jednak w normalny sposób jest naczelnym znakiem Adeptas Solaritas, czyli Sióstr Bitwy. W moim lore zakon ten na samym początku swojego istnienia przez błędy administracji nie posiadł własnej tożsamości w sposób prawidłowy, gdyż nie dotarły wszystkie potrzebne informacje, ikonografiki, heraldyka. Ci pierwsi space marines nie zanieśli się jednak w żałobę z tego powodu i od razu przystąpili do licznych krucjat wraz z wielkimi ugrupowaniami armii Eklezjarchii i Sióstr Bitwy. Setki lat bojów sprawiły, iż zakon ten przesiąkł wiarą w Imperatora, widząc liczne jej cuda oraz dowody potęgi. Dlatego też przybrał on tę istniejącą heraldykę. Odwrócony fleur-de-lis jako symbol podzięki dla Adeptas Solaritas za pomoc w uchowaniu ducha zakonu, biel jako kolor czystości łączą z czerwienią jako kolorem krwi i wojny. Albowiem czyści są oni ciałem, myślą i duchem, a ofiarę krwi ponoszą dla Imperium of Man i Imperatora. Od tej pory Blazoned Legion nieprzerwanie brał czynny udział w nieprzeliczonej liczbie krucjat oraz ataków Imperium na wszystko co plugawe, nieludzkie, nieświęte. Zakon swoje działania skupia przede wszystkim na tępieniu herezji, walce z heretykami buntującymi się przeciwko woli Imperatora, jak i na ściganiu i eliminacji Chaos Space Marines. Najbardziej znienawidzonymi wrogami zakonu są Heretic Astartes z Legionu Word Bearers, jak i wszelakie bandy odchodzącego od tego Legionu i Legion Tysiąca Synów ze swoimi bandami. Dlaczego? Blazoned Legion dogłębnie brzydzą się Osnową i jej niszczycielskim mutagennym wpływem. Dlatego też niszczą wszelakich apostatów-psioników i mają bogatą historię współpracy z Ordo Hereticus. Sami w swoich szeregach posiadają bardzo ubogi Librarius i niewieloma Librarianami z uwagi właśnie na swoją niechęć do psionioki oraz nieufność i wzgardę. W walce z Czarnoksiężnikami Chaosu używają przede wszystkim wiary w Imperatora jako swojego oręża i nienawiści jako tarczy. Z uwagi na ciągłe zaangażowanie w bój zakon niemalże nigdy nie był w pełni sił pod względem liczebności (1000 marines). Bardzo rzadko też jest cały w jednym miejscu, gdyż kompanie, strike forces czy choćby pojedyncze drużyny wspierają najróżniejsze ofensywne czy defensywne inicjatywy wiernych Imperatora. Dlatego też straty w ich szeregach istnieją zawsze. Taki los bycia na wiecznej krucjacie. I teraz przejdziemy do naszego space marina :)
Przedstawiam Wam na ilustracjach brata zakonnego, którego nazwałem Geheart Kalsnech. Imię to wygenerowałem z Imperial Fists name generator od GW, gdyż jak pisałem wyżej oryginalnie według mnie pochodzą oni od Imperialnych Pięści, ale utracili wiedzę o swoich korzeniach. Brat Geheart był w zakonie zasłużonym marine, który służył w I Kompanii, co czyniło go weteranem zakonu. Był on sternguard veteranem, który służył pod sierżantem weteranem Jachaeusem Rannem i należał do trzeciej drużyny. Geheart miał za sobą prawie dwieście lat służby, gdy przyszło jemu i oddziałowi, w którym pełnił posługę walczyć razem z pielgrzymką imperialną z siłami xenos z rodzaju Dark Eldar. Mroczni Eldarzy napadli na pielgrzymkę, gdy ta odbywała liczne procesie na planecie Fides Prime w systemie Fides. Odział Blazoned Legion właśnie ją ochraniał prócz standardowych wojowników. Rozpętało się piekło, setki tysięcy ginęły bądź porywane były przez straszliwych obcych. W boju w starciu z xenos zginął sierżant Jachaeus wraz z całym odziałem poza bratem Geheartem. Nie miał on jednak czasu rozpaczać. Korzystając ze swojego doświadczenia oraz niezmąconej wiary, użył wszystkich kanałów łączności, jakie miał na podorędziu i w płomiennym kazaniu zmobilizował i skupił siły wiernych, prosty lud oraz populację planety, jaka tylko go słyszała, do stanięcia do boju o godność człowieka i chwałę Imperatora. Lud posłuchał Anioła Śmierci (tak ludzie postrzegają space marines) i mnogie miliony śmiertelnych uzbrojonych choćby w noże czy rury i proste pistolety ruszyły niczym potop na obcych gnieżdżących się w stolicy. Na ich czele stał Geheart. Bój był rzezią. Możliwe, że dziesiątki tysięcy ludzi ginęły na każdego zabitego Dark Eldara, lecz eklezjarchowie Fides trzymając najświętsze z planetarnych relikwii, grzali ciągle nowe masy do boju. Xenos zbyt dumni, by się wycofać nie mogli zboleć ewentualnej porażki z rąk prostaczków i proletariuszy przymierających głodem zostali, by ich wymordować. Przeliczyli się jednak. Po wielu dniach ciągłej masakracji i kaźni wszyscy Mroczni Eldarzy zostali zgładzeni. Ich Archon rozszarpany został przez tysiące spragnionych śmierci ludzi. Brat Geheart dopiero wtedy, gdy odniesione zostało zwycięstwo, pozwolił sobie na modlitwę za swoich zgładzonych braci. Nie mógł jednak smutku długo trzymać. Tego samego dnia przybyli do niego wysłannicy Ordo Xenos (Inkwizycji specjalizującej się w polowaniu na kosmitów), którzy pojawili się na planecie. Dowodzący całą siłą inkwizytor Texia Hux, przesłuchując go, spisała całe jego świadectwo i orzekła, widząc setki ciał xenos, iż Geheart wykazał się wielkim kunsztem i wiarą. Wyjaśniła mu, iż ona i jej specjaliści tropili tych xenos od wielu lat, lecz zawsze nie mogli zdążyć do nich dotrzeć i zgładzić ich, zawsze widzieli tylko horror i koszmar, jaki pozostawiali za sobą. Teraz jednak sprawa ta została zamknięta. Geheart przyjął to do wiadomości i poprosił o możliwość dołączenia do resztek pielgrzymki, które przysięgał ochraniać. Zamierzał dokończyć obowiązek bądź umrzeć, próbując. Texia oznajmiła mu jednak, iż Imperator ma wobec niego inne plany. Już posłała do fortecy jego zakonu depeszę do samego Mistrza Zakonu, gdzie składała wniosek o to, by Geheart dołączył do Deathwatch, gdyż Szwadrony Śmierci miały miejsce dla kogoś o takim przekonaniu i nienawiści do obcych. Tak też się stało. Niedaleko przyszłość pokazała Gehearta stojącego w głównej sali Locus Miraculi, czyli klasztoru-zakonnego Blazoned Legion. Tam z pełnymi honorami przy obecności niemalże pięćdziesiątki swoich braci zakonnych Geheart namaszczony został przez kapelanów zakonu i otrzymał on pozwolenie na dołączenie do Deathwatch. Nie był to jednak koniec jego honorów. Obecne na ceremonii delegacje licznych zakonów Sióstr Bitwy miały dla niego dary. Uświęcone naboje do boltera, błogosławione promethium, pieczęcie czystości z natchnionymi modlitwami. Dwa podarunki jednak wychodziły z szeregu swoją skalą. Dwie kanoniczki zakonu sióstr bitwy Manus Sanctae ofiarowały swoje osobiste bronie, by Anioł Śmierci zabijał nimi obcych w odległej pustce kosmosu. Kanoniczna Abella ofiarowała swój miecz, a Gertra swój topór. Namaszczone zostały świętymi olejami przez samą Wyższą Kanoniczkę Centię, głowę całego zakonu Manus Sanctae i tak przygotowane ofiarowane zostały Geheartowi. Pomimo tego, iż swój kunszt opierał on w bolterze czy innych broniach dystansowych, to bez wahania przyjął on te namaszczone bronie, rozumiejąc, iż pewność w zgładzeniu wroga daje zniszczenie go w walce bezpośredniej, rozerżnięcie jego ciała, masakracja duszy. Wtedy też Geheart rozpoczął swoją posługę w Deathwatch.
Aktualnie w szwadronach śmierci brat Geneart służy już ponad trzy dekady i stał się godnym oraz zaufanym wojownikiem, który nieprzerwanie używa darów, jakie otrzymał tego dnia. Znany jest ze swojej nienawiści do obcych, a zwłaszcza ekstremalnej furii do Dark Eldars, którzy zabili jego braci i jego sierżanta. Nieprzerwanie morduje on xenos i wierzy, iż pewnego dnia powróci na łono swojego zakonu, by całą umiejętność i pogardę do wszystkiego co nieludzkie wykorzystać do pomocy swoim braciom w nieskończonych krucjatach. Na załączonych ilustracjach widzicie go właśnie w jego pełnym ekwipunku bojowym – w pancerzu, z mieczem i toporem oraz wszystkimi regaliami świętości wszelakich, jakie na sobie nosi. Ważnym i ciekawym szczegółem jest jego naramiennik zakonny z symbolem zakonu. Ma tam namalowany przez mistrzów-rzemieśników napis Fides. Jest to właśnie nazwa świata, gdzie zginęli jego bracia, gdzie wymordowani zostali pielgrzymi, gdzie zwerbowało go Ordo Xenos. Nazwa świata, gdzie zmieniła się jego służba. To krwawa pamiątka, czarne przypomnienie, jakie nosi przy sobie. Zawsze.
Ekwipunek:
1. Artificer Armor
2. Anointed Power Sword.
3. Anointed Power Axe.
4. Bolt pistol.
5. Frag & Krak Granades.
Pozdrawiam wszystkich i widzimy się za parę miesięcy, jak znów usiądę do modeli, heh.
Autor Strzaskanego Wieloświatu (i wielki fan Warhammera pod każdą postacią, jak i wielu innych uniwersów)





