(Niespełnione) Marzenia
Może kogoś zaskoczę, ale w życiu miałem osobiste dwa plany, z których gówno wyszło. Otóż zapewne nie wiecie, ale kiedyś byłem zdrowy, gdyż nie posiadałem jeszcze moich nieuleczalnych chorób. W konsekwencji sporo mojego czasu dedykowałem ćwiczeniom fizycznym ku konkretnemu celu. Mianowicie chciałem pójść do wojska i był to mój plan A. Planem B, w razie jakby lekko zaczął niedomagać zdrowotnie, było pójście na księdza. No niestety zacząłem niedomagać zdrowotnie mocarnie i wszystko pies zżarł. Nie oznacza to jednak, iż nie ma we mnie podrygów związanych z tymi dwoma zawodami.
Otóż w mojej literaturze dużo się wojuje, a koncept wiecznego i ciągłego konfliktu jest wszechobecny. Mamy karabiny, czołgi, pojazdy pancerne, transportery naziemne i powietrzne, myśliwce, bombowce itp. Oczywiście brak mi „wojskowego” zrozumienia tematu i nazywania tego wszystkiego tak, jak nazywać się powinno, gdyż nie przeszedłem żadnego szkolenia, a przy moim stanie zdrowia żadnego przejść nie mogę i nie zanosi się, bym przechodził, lecz pasja została. W drugim kierunku rozwijam się prężniej. Nie poszedłem na duchownego, lecz mocno interesuję się religią chrześcijańską, jak i innymi religiami. Zgłębiam tajniki wiar, mitologii, filozofii stojącej za tymi wszystkimi systemami wierzeń, poznaję umysły fanatyków religijnych na licznych forach – dzieje się. To też uber-mocno wybrzmiewa w mojej twórczości. Cały fanatyzm religijny, nienawiść religijnego człowieka do wszystkiego, z czym się jego wiara nie zgadza i chęć mordu na innowiercach, by świat był, jak jego wiara nakazuje.
Uwielbiam, ubóstwiam wprost pisać całe eseje, elaboraty w narrację wkładać o tematyce teologicznej i egzystencjach. W dialogach postaci pokazywać ich uduchowienie i jego różne warianty od pesymizmu martyrologicznego i nihilistycznego racjonalizmu Witeldona po absolutny fanatyzm i tradycjonalistyczną ortodoksję Fidelisa. Duchowość może wiele mówić o postaci danej. Duchowość jako taka jest w końcu składową (i dużą) częścią kultury, sztuki, światopoglądu, moralności, prawa itp. Duchowość niejako definiuje przestrzeń wokół postaci. Dlatego jest też taka ważna, a dzisiaj większość miażdżąca autorów ją pomija. Dlaczego? Otóż dzisiaj ludzie, zwłaszcza pokolenie poniżej 30. roku życia, boi się religii, nienawidzi jej, pogardza, deprecjonuje ją i w konsekwencji nie chce jej w swoim życiu. Cóż… Nie dziwi mnie to, patrząc na grzechy KK, afery, krzywdy, kłamstwa, jakich dopuszczają się duchowni i ich wyrachowanie, gdy chronią się za nogawką polityków im przychylnych, okrucieństwo oraz butę judaistów (Żydów) czy terroryzm i agresję muzułmanów. Naprawdę mnie to nie dziwi. Niemniej ja w mojej twórczości, która właśnie opiera się na fanatyzmie i jego formie ostatecznej (według mnie chociażby) nie zamierzam porzucać wiary, teologii, duchowości i mistycyzmu.
O Stwórco! Daj moim oczom bystrość!
O Stwórco! Daj moim myślom czystość!
O Stwórco! Daj moim dłoniom pewność!
O Stwórco! Daj moim broniom niezawodność!
O Stwórco! Daj moim kulom śmiertelność!
Niechaj każdy strzał będzie dzwonem w Niebie, Co wybija godzinę śmierci Twoich wrogów! Pozwól być mi instrumentem Twojej woli,
Co grać będzie melodię końca Ciebie niegodnych! Każde pociągnięcie spustu, jedna modlitwa, Każde trafienie celu, jedna chwała,
Każde zgładzenie, jedna ofiara.
O Stwórco! Daj mi dość kul, bym po wieczność sławił Twoje imię!
Ave Creator!!!
- Modlitwa Celności.
Tę modlitwę napisałem w mniej niż 5 minut, z czego większość tego czasu szukałem słowa „bystrość”, gdyż chciałem, by po „oczom” było słowo kończące się na „ść”, gdyż oryginalny mój „wgląd” mi nie leżał dobrze + rozkojarzyłem się dwoma YT shortami, jakie mi mignęły w internecie, jak playlistę zmieniałem. Takie modlitwy właśnie uwielbiam pisać do mojego uniwersum i mam ich już kilka. Każda dotyczy innego zagadnienia. Kościoły mają tysiące swoich modlitw. Może ja kiedyś będę miał w moim uniwersum ich chociaż setki? Kto wie. Niemniej po co ją tutaj napisałem? Po to, by podać przykład tego, jak duchowość może bogacić narrację. Ta modlitwa może posłużyć za wstęp do danego rozdziału. A może jakaś postać usłyszy ją, jak recytują strzelcy wyborowi danej armii. A może sama postać będzie recytowała ją linijka po linijce, gdy strzelać będzie ze swojego stanowiska do wrogów nacierających na jej pozycję. A może jeszcze coś innego… Możliwości jest co niemiara, ale właśnie słowa tej modlitwy wkupiające się w narrację, uniwersum i fabułę w danym momencie mogą być potencjalnie wisienką na torcie danej sceny albo chociaż przyprawą dającą więcej smaku. Dlatego jak pisałem wyżej. Ja swoich utworów na duchowość nie zamykam.
Nie będzie mi dane iść w życiu tam, gdzie chciałem, lecz dane mi jest tworzyć moje własne teksty, narracje i uniwersa. Nie będę też narzekał, a zajmę się po prostu pracą, pracą i jeszcze raz pracą nad tym wszystkim, by w końcu pewnego dnia móc powiedzieć – Dobra robota…
Pozdrawiam
Autor Strzaskanego Wieloświatu

