Czas fantastycznej twórczości Roberta E. Howarda
EPIZOD 34
23 stycznia 2026
Moje „Uważania”
Uszanowanko,
powracam do Was z przemyśleniami. Tym razem na temat legendarnego amerykańskiego autora, którego część twórczości już ongiś na moim blogu recenzowałem. Mowa tutaj o Robercie Ervinie Howardzie znanym najlepiej z wykreowania postaci Conana Barbarzyńcy. Jednakże Pan ten stworzył też szereg innych postaci, jak chociaż Kull Banita czy Solomon Kane. Utwory o nich skończyłem czytać w zeszłym roku i dlatego też – biorąc pod uwagę, że mam odhaczoną jego twórczość o Cymeryjczyku, Atlantydzie i Purytaninie, co daje mi większość znaczącą jego twórczości fantastycznej – postanowiłem dokonać charakterystyki jego rzemiosła pisarskiego w moim własnym zakresie. Zaczynamy.
Czasy Pana Roberta to sam start fantastyki w dzisiejszym rozumieniu. Jeszcze na samiusieńkim początku XX wieku fantastyka nie była wykształcona tak, jak my ją pojmujemy. Była bardziej rozumiana jako baśń. Motywem przewodnim była opowieść snuta z morałem na pograniczu snu, suto czerpiąca z folkloru, legend z dobrze zarysowanym wątkiem konfliktu dobra i zła pod postacią bohaterów reprezentujących te strony. Howard był jednym z pierwszym (ale nie pierwszym), który fantastyce dał dorosły ryt. Ubrał nadnaturalność oraz niemożliwość w szaty brutalności, okrucieństwa i mrocznej strony człowieczej natury oraz historii. Przede wszystkim pisał fantastykę „autentycznie”. Co przez to rozumiem? W większości swoich utworów zawierał silne ramy historyczne bądź chociaż inspirowane historią świata, a zwłaszcza geografią świata i historią człowieka, grup etnicznych, ras, kultur, cywilizacji. Należy pamiętać, iż początek XX. wieku to pełny rasizm w społeczeństwie amerykańskim, brak równouprawnienia mniejszości etnicznych, seksualnych, kobiet itp. W jego czasach można było normalnie mówić i pisać murzyn albo czarnuch (nigger), przedstawiać czarne ludy zgodne z prawdą o ich barbarzyńskiej, plemiennej i okrutnej kulturze animalistycznej, przedstawiać fakty o różnicach biologicznych kobiet i mężczyzn oraz przedstawiać w nieskrępowany sposób prymat białego mężczyzny i jego cywilizacji oraz wiary nad te innych ludów. Dzisiaj w XXI wieku jest niemalże niemożliwe, by pisać o tych tematach zgodnie z ich stanem faktycznym za sprawą marksistowskich ruchów lewicowych, ruchów feministycznych, LGBT i WOKE. (wszystko ta sama stajnia i korzenie). Dlatego też Pan Howard w swoich czasach mógł kuć swoje uniwersum nieskrępowany ideologicznymi łańcuchami i kagańcami. Jednakże, co wychodziło na prym w jego twórczości? Otóż jej fundament historyczny.
Pan Howard był prawdziwym pasjonatem historii, geografii i nauki o człowieku, a zwłaszcza o jego pochodzeniu. Cholernie interesowały go dzieje ludzkie, wędrówki ludów, kultury różne i ich etniczności, różnice pomiędzy nimi, ich zachowania, temperamenty, cechy szczególne itp. Miał bogatą bibliotekę książek geograficznych, historycznych, w jego studium zainteresowań leżały paleontologia i inne pokrewne nauki o przeszłości. Miał on prawdziwą zajawkę na temat tego, jak dawniej wyglądało życie ludzkie. Uwielbiał marzyć o zaginionych czy wymarłych już cywilizacjach. Robił to jednak w sposób realistycznych bądź chociażby quasi-realistyczny, co widać w jego listach do ówczesnych uczonych w tych zagadnieniach. Opisywał w nich swoje spostrzeżenia dotyczące tego, jak członkowie ludów dawnych mogli wyglądać, skąd mogli przybywać, w jaki sposób mogli się osiedlać. Część jego rozważań była prawdziwa, a część błędna, co pokazują odpowiedzi na jego depesze, lecz to pokazuje jego wrodzoną inteligencję, gdyż w końcu nie miał twardego wykształcenia akademickiego w tej materii. Był samoukiem.
Wiedza ta dała wielką wartość jego twórczości. Świat przedstawiony w jego utworach – obojętne czy jest to Ziemia 10 tys. lat przed naszą erą w czasach Conana (czy 100 coś tysięcy lat w erze Kulla), czy w czasach XVI wieku naszej ery za życia Solomona Kane’a – jest realistyczna. Niesamowicie wręcz realistyczna. Nie wiem jak Wy, ale ja po prostu czułem do bólu wręcz pasję, z jaką było to wszystko, co dane mi było czytać, opracowywane. Chociażby w Conanie mamy podział na szereg królestw, księstw czy innych państw, gdzie ludność każdego takiego formalnego bytu ma własne swoje cechy szczególne, jeśli chodzi o wygląd cielesny. Stąd też normalne są sytuacje, że Conan widzi mężczyznę niskiego o czarnych włosach i czarnych oczach i myśli sobie On pochodzi z krain X i potem w rozmowie okazuje się, że miał rację. Albo spotkał kobietę mówiącą z akcentem, o którym wiedział, że mówią ludy Y i to też okazuje się prawdą. Tak jest dosłownie ze wszystkim. Każda nacja ma swoją własną etniczność, akcent, język, architekturę i bóstwa (chociażby starożytna i złowroga Stygia). Wiecie, gdzie tak jest? W prawdziwym życiu. Inaczej wygląda Hiszpan, a inaczej Grek. Inaczej rasowy Polak, a inaczej Ukrainiec, inaczej wygląda Czarny z Maroko niż z RPA. Inaczej ci wszyscy ludzie mówią, ubierają się, inny świat ich otacza, inny klimat, inna codzienność i inne wyzwania. To przecież logiczne, prawda? Ano dla Pana Howarda i jego czasów było to logiczne. Dzisiaj wraz z teorią krytyczną ras wszyscy mamy być tacy sami. Pierre z Francji, Mkewe z Etiopii, Tokugawa z Japonii – ustawiamy ich w rządku i mamy mówić i myśleć, że oni są IDENTYCZNI. Nie ma pomiędzy nimi różnic. Logiczne, prawda? Odpowiedź pozostawiam Wam, gdyż zaraz przyjdzie policja Social Justice Warriors i mnie zabije za bycie niepoprawnym politycznie. Wracając… Potężne zainteresowania Autora tematami geografii i historii ludzi ukuły jego światy i ich ludy. Wszystko tam było następstwem czegoś. Nie wspominam już nawet o mieszaniu się jego ludów, gdzie np. matka była blondynką o niebieskich oczach i była wysoka, a ojciec miał czarne włosy i brązowe oczy oraz był niskiego wzrostu i mamy dziecko, które w realistyczny sposób niesie odpowiednio dobrane cechy z obojga rodziców. Znów – logika i natura. Coś czego XXI. wiek nie znosi.
Pan Howard interesował się też wierzeniami, zwłaszcza okultyzmem, wiarami czarnych ludów, voodoo i ju-ju. To również wybrzmiewało w jego utworach. Conan, Solomon, Kull i inni jego bohaterowie ścierali się raz po raz z siłami ciemności niepojmowanymi żadnym rozumem. Afrykańskie wierzenia były przedstawiane przez niego jako dzikie, pradawne, potężne, wymagające ofiar, zabójcze, terror powodujące, animalistyczne, czczone przez czarne ludy. Autor realistycznie z godnie z wiedzą swojej epoki przedstawiał w opisach wygląd kast szamańskich plemion afrykańskich oraz ich rytuały. Mamy tutaj do czynienia z wskrzeszaniem ciał, animowaniem zwłok, zamianami przedmiotów w zwierzęta jak pająki czy węże, rzucaniem klątw dających koszmary, choroby czy śmierć. Wiary te wymagały nie raz krwawych ofiar czy zapłat za wykonane zadanie. I znów. Czy Afrykańczycy tak nie robią? Robią. Nawet teraz słyszy się w piłce nożnej afrykańskiej, że wynajmowani są szamani do czarowania przed meczami zawodników i ich przedmiotów osobistych. Oni wierzą w czary i klątwy wszechmocno. Dlatego też wizje Autora o całym plemieniu z niekrytym przerażeniem i autorytetem wpatrującym się w poczynania szamana, który był szarą eminencją ich społeczności i nie raz czy dwa wódz był jego marionetką, są jak najbardziej prawdziwe. Oczywiście w XXI wieku tak mówić nie można, gdyż rasizm i „biała supremacja”. Czarne Ludy w kreacji Pana Howarda tętnią życiem i swoją kulturą w jej czystej i surowej formie. Oczywiście nie oznacza to, e nie ma czarnych postaci pozytywnych, jak chociażby szaman NLonga, który daje mu potężny artefakt pod postacią legendarnej laski mogącej zgładzić każde zło.
Pan Howard swoją twórczość uczynił nieśmiertelną nie tylko dopracowanym realizmem i bogactwem światotwórczym, lecz przede wszystkim narracją i nowością, jaką wprowadził do fantastyki jako jeden z pierwszych. Otóż tą nowością była skala przemocy i brud moralny. Conan jest barbarzyńcą, który nie zna ogłady, szybki jest w gniewie i zabija wielu ludzi za swojego życia – winnych jak i nie. Solomon to fanatyk, purytanin, który w imię wiary i swojej wyśrubowanej, czarno-białej moralności nie łamie ludzi, broniąc innych ludzi. Autor raczył nas barwnymi opisami przemocy, tortur jak ukrzyżowanie, potworów kładących ludzi trupem w okrutny sposób, czarowników zamieniających nieszczęśników w proch. Jego bohaterowie walczyli niczym lwy, herosi antyczni, łamiąc łby i trzaskając karki. Litość znana im była w legendach, a zemstę żłopać mogli niczym dobre wino. Pamiętajmy, że fantastyka dla miażdżącego ogółu była równoznaczna z baśnią. Pióro Autora zmieniało te perspektywę o 180 stopni, jeśli nie całkowicie. Pamiętajmy też, że Autor ćwiczył boks, rozwijał się bardzo fizycznie, miewał kontuzje, był prześladowany przez rówieśników, zaliczył ciężki wypadek samochodowy, w którym prawie się zabił – on umiał walczyć, rozumiał siłę ciała ludzkiego i znał ból. To tylko dodawało mu wiedzy i doświadczenia w wyobrażaniu sobie tego, co swoimi rękoma czynić mogą jego bohaterowie.
Pan Howard w swoich utworach przemycał swoje poglądy. Conan, podobnie jak on sam, brzydził się cywilizacją. Barbarzyństwo to normalny stan ludzkości. To cywilizacja jest czymś nienaturalnym, dziwnym zbiegiem okoliczności. Barbarzyństwo zawsze musi w końcu zatriumfować. To ważny cytat, który wyszedł spod jego ręki, doskonale obrazujący sposób, w jaki postrzegał rzeczywistość. Na łamach Conana to myślenie jest wręcz dobitne. Nasz Barbarzyńca wyrażał ten pogląd wielokrotnie, mówiąc, iż ludzie z „cywilizacji” są gorsi od tych spoza jej ram, gdyż barbarzyńcy nienawidzą otwarcie, jak mają z kimś zatarg to bezpośrednio idą go rozwiązać, a tymczasem człowiek „cywilizowany” kłamie, łże, zdradza, mąci. Conan jako wojownik, co kładł na czele armii całe miasta, widział wielokrotnie, iż zmęczeni głodem czy biedą ludzie wszędzie zawsze zachowują się jak zwierzęta niezależnie czy są ludem prostym żyjącym w jakiś grotach, czy mieszkającym u stóp pałaców. Dla niego człowiek był człowiekiem z pełnym, smutnym tego słowa znaczeniu. Pan Howard dawał tutaj oczywisty przykład swojego fatalizmu i zawodu, jaki sprawiał mu rodzaj ludzki i jego zachowanie. Zawsze rozmawiałem z martwymi... tak jak i teraz. Śmierć zaczyna się w dniu urodzin. Każdy człowiek zaczyna umierać, kiedy się rodzi. Jesteś martwy, królu Kullu, ponieważ urodziłeś się. To kolejny dobry cytat z jego twórczości, tym razem z Kulla, czyli protoplasty Conana. Tutaj wręcz bije ciężar nihilizmu, jaki wyznawał Autor. Takie też rozważania dotykały jego postacie.
Pan Howard miał cechy – szczególne, jeśli chodzi o jego pisarstwo, które ja uznaję za mankament. Oczywiście w jego czasach ludzie mieli mniejsze wymagania, mniej fantastyki było na rynku (o wiele mniej), autorów to już w ogóle było mało, mediów do publikacji prawie nie było (magazyny pokroju Weird Tales były nieliczne). Dlatego też coś, co dzisiaj ludzi męczy, ongiś zapewne uchodziło za „dobre”. O co mi chodzi? Przeczytałem chyba wszystko, co o Conanie Barbarzyńcy, Kullu Banicie i Solomonie Kane’ie spod jego pióra wyszło + poczytałem też o jego innych postaciach i opowiadaniach, z których treści ukazało się znacznie mniej.
On wszystko pisał tak samo.
Wyjaśniałem już to przy recenzji Conana. Każde jedno dosłownie jego opowiadanie czy nawet dłuższe teksty. To samo dzieje się w Kullu i Solomonie. Różnice są tak naprawdę kosmetyczne. Nasi bohaterowie mają sprawę, o którą walczą, coś im wychodzi bądź nie. Jeśli tak, to okazuje się, że sprawa jest większa i muszą działać bardziej, jeśli nie to bez stresu, gdyż i tak dadzą sobie radę w 9/10 przypadkach sami, a rzadko ktoś im z pomocą przyjdzie, jest jakaś kobieta do uratowania najczęściej (z rzadka młodzian), jest zło nadnaturalne do zniszczenia (chociażby wielkie węże, wampiry, demony, mag zły), postać główna nasza uchodzi z życiem albo zwycięsko, albo ratuje chociaż skórę. Zawsze tak samo to działa. Zawsze. I wiecie co? Domyślam się dlaczego. Otóż przypominam, że Pan Robert pisał opowiadania (w miażdżącej większości) dla magazynów pulpowych/fantastycznych. To oznacza, że były duże odstępy czasowe pomiędzy jego utworami (nierzadko się zdarzało, iż wydawca odrzucał jego tekst i musiał on szukać innego albo pisać inny utwór), liczące miesiąc albo nawet wiele miesięcy. Format magazynu nie pozwala na długie teksty, więc pozostają opowiadania. Opowiadanie przeważnie pisze się jako zamkniętą, krótką historię. Dlatego też wszystkie znaki na niebie wskazywały właśnie na taki, a nie inny obrót spraw. Autor pisał zamknięte przygody swoich postaci, powielając dany schemat, gdyż najpewniej było to dla niego duże uproszczenie + fakt, iż wychodziły te prace nieregularnie i z rozstrzałem czasowym sprawiał, że czytelnik nie był zmęczony repetycyjnością i monotonią wątków. Dzisiaj, gdy mamy zbiory opowiadań Autora i możemy ciurkiem przeczytać wszystkie opowiadania, to utwory te męczą swoimi podobiznami już.
Kolejnym elementem, który wychwyciłem był według mnie fakt, iż żadnej historii swojej postaci Pan Howard nie był wstanie skończyć. Oczywiście zginął on śmiercią tragiczną w wieku 30 lat w wyniku samobójstwo na wieść o agonalnym stanie swojej ukochanej matki, lecz część jego bohaterów porzucił bez finału ich dziejów jeszcze za życia. Dlaczego tak czynił? Otóż (co już wspominałem w innym tekście) miał on bardzo ciekawy, lecz ciężki dla pisarza zwyczaj, z którego zwierzał się on chociażby H.P Lovecraft’owi w listach. Pan Howard, pisząc opowieści o np. Solomonie Kane’ie (czy dowolnej innej postaci), wchodził w swoisty trans, gdzie czuł jakby postać, o której pisze stała obok niego i osobiście dyktowała mu swoje dzieje. Dlatego też był on wstanie pisać naprawdę długo i często nawet po 12 godzin dziennie. Niemniej przychodził w końcu czas, gdy ta postać mówiła mu „do widzenia” i wychodziła z jego domu, a on nie umiał dalej napisać już żadnej nowej opowieści. Jakby dana era kończyła się w jego głowie. Wtedy też przychodził czas na kreację nowego bohatera i tak w kółko. Nie muszę chyba tłumaczyć, jakie to problematyczne dla pisarza? Pan Howard sam z tego powodu cierpiał, gdy redaktorzy czasopism prosili o więcej opowiadań z np. Solomonem, a on z przykrością musiał informować, że już nie da rady takowych stworzyć. Naprawdę ciężka sprawa. Ciekawi mnie czasem, jak to by wyglądało, jakby przeżyć on mógł całe swoje życie? Jakby dożył wystrzału popularności Conana Barbarzyńcy i mógł pisać o nim pełnoprawne książki? Co jeśliby znów miał ten kryzys i pat? Co jeśli Conan wyszedłby z jego domu? Tego niestety nigdy się nie dowiemy.
Pan Howard prócz realizmu w kreacji świata i postaci oraz logicznego przedstawiania ich losów i podejmowanych przez nich decyzji w świecie pełnym magii i gniewnych, starych bogów operował również konkretnym językiem. Lubił on w swoim pisarstwie stosować odniesienia w trakcie narracji do innych wydarzeń czy wątków, jakie dotyczą postaci. Solomon chociażby często wspominał dogmaty wyznawanej przez siebie wiary i wiedzę mitologiczną, jaką miał, gdy stawał przeciwko horrorom starożytnego zła. Słownictwo Autora uważam za dobre. Nie był on wybitny ani też nie miał mowy niczym ogród pełen kwiatów. Pisał dużo poezji, więc nie był bardzo ciężki w słowach, ale też nie był lotny. Zdarzało mu się powtarzać utarte przez niego konstrukcje słowne, np. więzy mięśni, gdy mowa była o napinającej się muskulaturze Conana, gdy ten z czymś się siłował. Nie pamiętam, by inaczej się wyraził o jego okazałych mięśniach w pełnej pracy i trudzie. To są jednak szczegóły. Mimo, że mija ponad sto lat od publikacji tych utworów i tłumaczenia też bywają nienajnowsze, to nie ma naprawdę tragedii. To jak najbardziej da się czytać i moim zdaniem warto. Nie jest to szczyt świata, ale nie topimy się też w odmętach.
Reasumując. Uważam, że Pan Robert E. Howard był pisarzem odważnym. Mało jest takich, którzy czelność mają i pewność siebie, by zacząć pisać coś kompletnie nowego, a to właśnie jemu przypisujemy gatunek Magii i Miecza. Miał on wielką wiedzę, przede wszystkim miłość do wiedzy, do sportu, do tego co nadnaturalne i niewidzialne, którą przekładał na papier, tworząc swoją wizję dawnych dziejów. Był on marzycielem, który wierzył, iż życie nie jest proste. Literatura przez niego stworzona zawsze będzie do nas wracać niezależnie od czasów podobnie jak wojna, jaką wiedli jego bohaterowie.
W skrócie – polecam.
Pozdrawiam
Autor Strzaskanego Wieloświatu

