Deathwatch Knight of the Crimson Order Firstborn Marine
Chciałbym zaprezentować Wam model, o którym myślałem przez wiele miesięcy i który pomalowałem go jakiś czas temu. Przedstawiam Wam brata z zakonu Knights of the Crimson Order, który nosi imię Phanuel Aradiel. Aktualnie służy on w Deathwatch – lecz podobnie jak każdy ze Space Marines – wojownik ten ma za sobą potężną historię.
Brat Phanuel nie pamięta swojego wczesnego życia. Jest to rzecz powszechna wśród Marines, gdyż hypnoindokrynacja oraz reżim treningu i biotechnologicznych transformacji wymazuje wszystko, co zbędne, by być wojownikiem niszczącym wrogów Imperatora. Dlatego też swoje myśli, ciało i duszę zawierzył on wyłącznie zakonowi i Cesarzowi Ludzkości. Pierwsze jego pełnoprawne starcie było przeciwko Orkom na każdym świecie i księżycu systemu Odium, który to znajdował się w przegranej już wojnie przeciwko Zielonoskórym. Knights of the Crimson Order i służący wówczas w IX kompanii Phanuel wystawili do boju trzy kompanie, które ze wsparciem licznych zakonów Sióstr Bitwy przez ponad dekadę oczyszczały Odium z Orków i przywracały imperialną władzę. Po zwycięskich wojnach Space Marines odeszli, by walczyć gdzieś indziej, a Siostry Bitwy pozostały, by dokończyć dzieła oczyszczenia oraz bronić systemu, póki władza się nie ustabilizuje.
Służba brata Phanuela była nieprzerwaną serią walk na przeróżnych frontach. Knights of the Crimson Order byli wtedy szczególnie oddani bojom przeciwko Heretic Astartes z Legionu Tysiąca Synów. Walki pochłonęły siły niemalże sześciuset braci zakonnych i wielu dreadnoughtów, a librarius zakonu został niemalże doszczętnie pozbawiony członków. Ostali się ledwie dwaj kronikarze. Niemniej chociaż udało się zgładzić siedmiu Sorcererów Legionu, to wojna pozostała nierozstrzygnięta. Knights of the Crimson Order musieli wycofać się, gdyż nie mogli stłamsić ciągle nawracających hord demonów Tzeentch’a, które przywoływali Sorcererzy w miejsce zgładzonych Rubric Marines. Jednakże przeciągające się ataki lojalnych marines zablokowały Thousands Sons na wystarczająco dużo czasu, by na światy przez nich atakowane przybyły armie Imperium, gotowe bronić ziem poddanych Imperatorowi przed wpływami zdrajców.
Pobity i wykrwawiony zakon wycofał się i zapragnął odnowić swoje siły na swoich światach rekrutacyjnych, w tym na planecie macierzystej. Phanuel był wtedy członkiem III Kompanii i piastował stanowisko sierżanta oddziału taktycznego. Długotrwały konflikt z Legionem Tysiąca Synów oraz Demonami sprawił, iż stał się on wojownikiem całkowicie nienawidzącym psioniki wszelkiego rodzaju oraz poprzysiągł walczyć ze wszystkim, co z nią związane i wrogie Imperium.
Punktem kulminacyjnym jego historii było ponowne starcie z Tysiącem Synów. Uderzenie Knights of the Crimson Order, niespełna 20 lat po Krucjacie Uciszenia (Wielkiej wojnie z Tysiącem Synów), było katastrofalne. Zdradzieccy Sorcererzy swoją plugawą magią zaburzyli lądowanie marines oraz strącili niemalże każdą kanonierkę czy kapsułę desantową. Marines w większości zginęli podczas nieudanego lądowania. Ci, którzy ostali się, toczyli przegrany bój, odłączeni od wsparcia siebie nawzajem i zepchnięci na odsłonięte pozycje. Do boju włączyli się wojownicy Inner Circle, których oddziały terminatorów teleportowały się, by zniszczyć wroga – tak chociażby brzmiały oficjalne komunikaty. Faktycznie jednak elita zakonu zeszła na ziemię pechowego świata Pain XI, daleko od głównego boju. Zrządzeniem losu bądź wolą Imperatora teleportacja nastąpiła w ruinach, niedaleko pozycji Phanuela, który walczył już samotnie z demonami Boga Zmian, gdyż reszta jego oddziału została wybita.
Cudem zesłanym przez Imperatora zdołał on zgładzić resztę Neverborn, a próbując połączyć się z dowództwem, zmierzał pędem, by wspomóc Inner Circle. Nie mógł nawiązać kontaktu przez przeładowane psioniką powietrze, które zakłócało komunikację. Dlatego też, niczego nieświadomy, dotarł do plugawej świątyni zapomnianej przez historię wszelaką, gdzie terminatorzy I kompanii oraz Rycerze Wewnętrznego Kręgu niszczyli się nawzajem ze Scarab Occult Terminators Thousand Sons Legion i zarządzającymi nimi Sorcererami. Bój był wręcz apokaliptyczny. Pancerze mogące wytrzymywać ataki broni przeciwpancernej zmieniały się w proch, wodę, kwas, ogień czy robactwo. Ciała wojowników zakonu mutowały, by umierać straszliwie. Mimo to kontratak, jaki przeprowadziły trzy teleportowane za pomocą poświęcenia dwójki kronikarzy Contemptor Dreadnoughty zakonu był skuteczny i Starsi Bracia dobrali się do Sorcererów, których zaczęli mordować, chociaż jeden z nich zginął, pochłonięty przez duchowe macki Immaterium. Pośród tego całego chaosu i rzezi Phanuel ujrzał, iż jeden z Sorcererów był inny. Zaszokowany dojrzał, iż nosił on pancerz w heraldyce zakonu Dark Angels, chociaż jego kolory były inne. Przepełniony furią na myśl, iż oto widzi zdrajcę macierzystego zakonu, z którego wywodził się zakon, któremu służył, bądź kogoś kto podszywał się pod Mrocznego Anioła, by kpić z chwały i cnoty, jaką okryci byli ci wojownicy, poderwał swoją combi-plazmę i szyć zaczął do nieznanego Sorcerera. Jego jednak otaczała bariera psioniczna, która zablokowała ostrzał. Swoją uwagę przeniósł on następnie na brata Phanuela i gdy ten strzelić chciał znowu w zdrajcę, on gestem zniszczył ducha maszyny jego broni i tak o to plazmowy rdzeń oraz bolt-shells zdetonowały w jego combi-plazmie, niszcząc broń i wysadzając w powietrze brata Phanuela, który ujrzał tylko ciemność i ból, jaki omdlał go.
Obudził się on następnie w Apothecarionie, lecz nie swojego zakonu. Ujrzał zajmującego się nim Konsyliarza, lecz jego heraldyki nie rozpoznawał. Za to srebrne ramię z Litanią Xenomorphis i symbolem Inkwizycji już mu tłumaczyło nieco więcej. Deathwatch. Nim cokolwiek zdołał zapytać, Konsyliarz kazał mu odpoczywać. Później odpowiedzi będą mu dane. Tak też faktycznie się stało. Gdy jego stan został całkowicie ustabilizowany, a on w pełni odzyskał przytomność zrozumiał, iż był zrujnowany. Nie miał rąk ani nóg, większości twarzy, a wręcz głowy, tors był zniszczony również. Dowiedział się, iż w śpiączce był ponad rok. Jednak najwięcej informacji dostarczyli mu watch-captain i lord-inkwizytor, którzy go odwiedzili. Wyjaśnili mu, iż Szwadrony Śmierci odnalazły jego umierające zwłoki, utrzymywane jakimś cudem przy życiu dzięki hibernacji Su-san Membrane. Był sam, przygrzebany kamieniami. Po jego zakonie nie było śladu. Został zabrany na pokład strike cruisera Deathwatch i przetransportowany na najbliższą watch-station, gdzie mogło być rozpoczęte jego prawidłowe leczenie. Podczas jego rekonwalescencji udało się skontaktować z jego zakonem. Ten jednak na wieść o jego przeżyciu odparł, iż zezwala na jego służbę w Szwadronach Śmierci. Więcej kontaktów nie było. Dlatego od tej pory brat Phanuel był częścią Chamber Militant of Ordo Xenos. To nie była jednak cała prawda, gdyż tę znali jedynie najwyżsi rangą z Knights of the Crimson Order.
Zakon ten, podobnie jak wszyscy z Unforgiven, tropili Fallen, gdziekolwiek mogliby być. Okazało się, iż jeden z Upadłych Aniołów oryginalnego Legionu Dark Angels sprzymierzył się z Thounsand Sons. Dlatego też zakon walczył z nimi tak zajadle. Dlatego też tak nie odpuszczał wszelakim przejawom obecności tych zdrajców, gdziekolwiek by oni nie byli. Wtedy, na tamtym świecie, w końcu udało się zapędzić Fallena w kąt i pojmać. Finalnie wojny z Thousand Sons kosztowały zakon 698 braci zakonnych, 8 kapitanów, 18 librarianów, 4 kapelanów, 10 konsyliarzy, 11 dreadnoughtów (w tym dwóch Contemptorów) oraz całą masę jednostek pancernych, a co najgorsze – 2 barki bitewne i 3 krążowniki uderzeniowe wraz z tuzinem fregat. W to wliczyć należało utratę kilku relikwii oraz tysięcy, jeśli nie więcej sług oddanych zakonowi wraz z nieprzeliczonymi zasobami. Wszystko, by pojmać jednego zdrajcę. Jednak w tej cichej wojnie żadna ofiara nie była zbyt wielka. Tego wszystkiego jednak ani Deathwatch, ani Inkwizycja, ani brat Phanuel nie wiedzieli. To był najpilniej strzeżony sekret Unforgiven.
Niemniej brat Phanuel uleczony w końcu został, a jego ciało zostało odtworzone za pomocą ekstensywnej bioniki, która czyniła go z wyglądu niemalże prawdziwym weteranem Iron Hands. Chociaż nie rozumiał on czynów zakonu swojego, to nie wątpił w jego wolę nigdy. Nigdy. Był on instrumentem woli Imperatora i dlatego służył najlepiej, jak mógł. W Szwadronach Śmierci odnalazł swoją niszę, gdyż z racji jego wielkiej wiedzy i doświadczenia w zakresie obsługi broni plazmowej został mu ofiarowany blaster plazmowy – reliktowa i starożytna broń, pamiętająca czasy Wielkiej Krucjaty i Wielkiej Herezji. Uzbrojony w tę broń i pozbawiony lęku oraz litości, wymierzał on sprawiedliwość i nienawiść Ludzkości zawsze tam, gdzie był kierowany. W Deathwatch służył już ponad wiek. Dorobił się honorów terminatorskich za zgładzenie Autarchy Eldarów ze Światostatku Biel-Tan. Jego zakon nie odezwał się ani razu. Nie obchodziło go to. Wiedział, iż przynosi mu dumę.
Phanuel Aradiel mógł być zapomniany przez swoje bractwo, przez historię, przez nieskończone wojny, lecz jego wolą było, by żaden wróg Ludzkości nigdy nie zapomniał gorąca jego gniewu, jak i plazmy.
Ekwipunek:
1. Artificer Armor
2. Mastercrafted Bionics
3. Plasma Blaster
4. Frag & Krak granades
5. Combat blade
Pozdrawiam
Autor Strzaskanego Wieloświatu (i wielki fan WH40k oraz wielu innych uniwersów)





