Czuwanie nieśmiertelnego
Do pobrania
Dlaczego Stwórca dopuszcza zło? Dlaczego pozwala mu wchodzić raz po raz do naszego domu i zwyciężać dusze ludzkie? Dlaczego nie reaguje, gdy Jego dzieciom dzieje się krzywda? Nie tylko tym, które winią, gdyż można uznać, że karę muszą odbyć, by zadziała się sprawiedliwość, lecz przede wszystkim tym, które winą żadną się nie wsławiły w los, a i tak zostały zmieszane z błotem ziemi. Dlaczego, gdy ktoś napadnięty przez nożownika, gdy wzywa Boga na ratunek, ciszę słyszy i pozostaje mu jedynie złożyć swoje życie w niełaskę bandyty? Duchowni powiadają, iż Bóg dopuszcza zło, gdyż dał człowiekowi wolną wolę i szanuje On jego wybory. Kwestia tego, iż jeśli człowiek nie wybierze, jak Bóg sobie życzy, to człowiek ów trafia do Piekła. Wybór ma już określony i prosty w tej grze zwanej życiem. Jedna tylko droga jest słuszna. Jaki więc jest to wybór? Jeśli ktoś przystawi drugiemu pistolet do głowy i zażąda mieszka
z jego złotem i powie, że w razie oporu odda strzał, to niezależnie co taki człowiek zrobi i tak skończy bez pieniędzy. Taki jego wybór. Episkopat jednak wiele ma nauk i powtarza, iż Bóg dopuszcza zło, by z czasem zrodzić mogło się większe dobro. Ciekawe, prawda?
Widziałem kiedyś nagrania z kamer pokazujące napadniętą kobietę, którą pobiło trzech rzezimieszków, do pochwy wsadzili jej szklaną butelkę i kopali, by ta się potłukła. Kobieta ta zginęła zakatowana. Jakie z tego dobro miało wyniknąć? Ja tych ludzi pojmałem i zabiłem. To było to? Więcej śmierci? To jest dobrem w Boskiej wykładni? Kiedyś też sądziłem rodziny liczne za akty ludożercze. Ubogie sekcje miast, głód straszliwy, iż ludzie umierali. Sprawa była prosta. Albo oni, albo dzieci. Wybrali dzieci… Jakie dobro z tego powstanie? Brałem udział w czystkach społeczności, która bierna była wobec ataku alienusów. Nie broniła się, nie przeszła na ich stronę. Po prostu trwała dalej, gdy toczyła się wojna. Karą za zaniechanie obowiązku obrony jest śmierć. Wszystkich. Śmierć mężczyzn, kobiet, starców, dzieci. Wszyscy spopieleni byli w obozach śmierci. Jakie dobro z tego wyniknie? Nie wiem. Kościół zapewne wie, lecz kapłani milczą, gdy ich o to pytam. Mówią co innego. Chociażby, iż Jego milczenie jest konieczne, by człowiek pozostał człowiekiem. Dlatego też modlitwy są głuche. Dopiero, gdy człowiek wzywa Go z dna rozpaczy swojej, to właśnie wtedy w nim rodzi się „ta” prawdziwa wiara.
A co, gdy się nie rodzi? Ilu takich, którzy porzucili ją, otrzymując tylko obojętność i chłód, zabiłem, armie by uposażyło w ludzi? Dlaczego w zasadzie zabijałem tych, którzy logikę wykazali
i odeszli od czegoś, co im nie służy? Dlaczego uciszałem ich głosy? Być może, by podtrzymać nasz rodzaj. Być może, by podtrzymać naszą cywilizację. Być może, by podtrzymać nasze Kłamstwo. Być może…
Ludzie, takim jak ja, zarzucają obojętność… A co, jeśli ja tylko biorę przykład z Góry? Pozwólcie coś mi opowiedzieć. Święte Teksty nauczają, iż Bóg jest wszechmocny, wszechobecny i wszechwiedzący. Co to oznacza? Otóż to, iż od samego początku stworzenia czasu i przestrzeni On znał żywot każdego człowieka, jaki kiedykolwiek się urodzi. Choćbyśmy licząc od dnia dzisiejszego istnieć mieli jeszcze miliard lat, to On wszystkie życiorysy zna. Jest obecny w życiu każdego jako Obserwator, który dogląda Swojej kreacji. Wie wszystko o każdym człowieku. Zna każdą myśl, emocję, czyn. Wszystko. On zna wszystkie dzieje wszystkich czasów. Każdą jedną katastrofę, plagę, nieurodzaj czy anomalię. Widział i wie o każdej wojnie jaka nastąpiła, następuje, następować będzie, kiedykolwiek. Wszystkie ludobójstwa, śmierci, rzezie, hekatomby również. On widział każdy jeden gwałt, mord, ludożerstwo, kłamstwo, zdradę, klątwę, zazdrość. Był przy każdej zgwałconej istocie ludzkiej, każdej zamordowanej, pożartej, okłamanej, zdradzonej, klątwą objętej, zazdrością pokaranej. Był.
I nic nie zrobił.
Może On jednym zaklęciem sprawić, iż Zło przestanie istnieć. Kościół powiada jednak, iż bez zła nie będziemy wiedzieć czymże jest dobro. Doprawdy? Czy ja muszę widzieć, jak owiniętego drutem kolczastym chłopa zawieszają na słupie i walą kijami, by rozumieć, że to jest złe? Że to go boli? Czy ja muszę widzieć gwałconą dziewczynkę przez nastu chłopa, by wiedzieć, że to jest złe? Czy ja muszę widzieć dziecko zdychające z głodu, by wiedzieć, że to jest złe? Nie muszę. To nic jednak nie zmienia. To wszystko się działo, dzieje i nadal dziać będzie. Gdzie On w tym wszystkim jest? Przecież jest wszędzie. Kościół naucza, iż Bóg cierpi razem z nami. Dlaczego jednak tego cierpienia nie kończy? Gdy widzimy, że jakiś łachudra katuje ofiarę, to naszą reakcją powinno być starcie z nim, by zatrzymać zło. Natomiast według wykładni Episkopatu, powinniśmy się obok katowanego położyć, złapać go za rękę i powiedzieć: „Nie martw się! Siedzimy w tym razem!”. Co to jednak zmieni? Dwoje ludzi będzie bitych. Tylko tyle. Cóż to za masochizm jest chcieć cierpieć z ciemiężonym, zamiast jego mękę skończyć, gdy ma się całą moc, by to uczynić. Horror…
A może i lekcja?
CZYTAJ DALEJ
POBIERZ CAŁE OPOWIADANIE NA GÓRZE STRONY

